Katagoria: Genetyka, opublikowano 3 lata temu.

Jak siostra z bratem


 

Trwają prace redakcyjne przed opublikowaniem książki „Matryca duszy”. A tu burza rozpętana przez media na temat związków kazirodczych, skłoniła mnie do dodania rozważań na ten temat. Włączyłem je do przykazania „Powielaj się, w jak największej liczbie egzemplarzy”, w powiązaniu z przykazaniem dekalogu „Nie cudzołóż” oraz „Nie pożądaj żony bliźniego swego”.

 

 

Dlaczego moja siostra nie może zostać moją żoną? Podobne pytanie rozpętało burzę w mediach po „zapiskach nieodpowiedzialnych” prof. Jana Hartmana. Z kazirodztwem, według religii monoteistycznych, mamy do czynienia od początku istnienia człowieka – wszak wszyscy mamy wspólnych rodziców: Adama i Ewę. A ich dzieci nie powielały się z innymi gatunkami, tylko między siostrami i braćmi. I na początku było to dobre. Lecz, pomijając biblijnych protoplastów, następne związki zostały już potępione. Skąd więc kanoniczny zwrot w spojrzeniu na kazirodztwo? To Mojżesz, wyprowadzając Izraelitów z Egiptu, wprowadził ten zakaz (chociaż późniejsze prawo żydowskie dopuszczało związek między krewnymi).  Mógł mieć dwa powody. Pierwszym była konieczność odcięcia się od tradycji. Drugim konieczność zbudowania społeczeństwa nie klanowego (rodzinnego), a scalonego jak najszerszymi związkami rodzinnymi (podobnie postępowały inne ludy, wykorzystując związki krwi jako sposobu do opanowania terytorium). Zastanówmy się czy poza prawnymi oraz wyznaniowymi nakazami, istnieją genetyczne powody, aby nie dopuszczać do podobnych związków?

 

Celem rozmnażania się, poza powieleniem własnego genomu, jest opanowanie nowego terytorium. Mechanizmy zapobiegające samozapyleniu się w świecie roślin, mogących poszerzyć terytorium głównie poprzez rozrzucenie zarodków życia, są zrozumiałe. Identyczny genetycznie potomek nie tylko nie zdobyłby nowych cech, to rozwijając się w pobliżu rodziciela – przesłaniając mu dostęp do światła oraz podkradając substancje odżywcze – zmniejszyłby jego szanse na rozwój.

W odniesieniu do zwierząt nie ma już tak restrykcyjnych mechanizmów genetycznych powstrzymujących powołanie do życia potomków o identycznym genomie (niemal identycznym, gdyż jak wspominałem, już plemniki różnią się genetycznie, a proces rekombinacji to loteria). Jednak natura dba o genetyczną różnorodność – pociągają nas osoby o genomie odmiennym od naszego i wiele zwierząt stosuje się do zakazu kazirodztwa jak człowiek.

W jaki sposób się im to udaje, skoro nie mają spisanych praw? W tym wypadku ścieżki genetycznych algorytmów łatwiej prześledzić na przykładzie człowieka, nazwanego efektem Westermarcka. Badania wykazały, że osoby z którymi żyjemy do 3. roku życia nie pociągają nas seksualnie. Zarówno rodzeństwo, rodzice, jak i inne osoby, na przykład dzieci wychowywane w izraelskich kibucach. Podobne zachowania można odnaleźć również u zwierząt, jak choćby gęsi gęgaw, makaków japońskich, szympansów. Zasadę działania efektu tłumaczy Bogusław Pawłowski: „W naszym mózgu powstaje coś w rodzaju wdrukowanej niechęci seksualnej do osób, z którymi spędzamy bardzo dużo czasu w pierwszych latach życia”. Decydujący może być tutaj zmysł węchu, na co wskazują eksperymenty potwierdzające, że u osób pozbawionych wyczuwaniu zapachów, nie powstaje podobna bariera. Z pewnością zwierzęce bariery również wykorzystują zmysł węchu – a nie zapominajmy, że mają go o wiele lepiej rozwinięty niż człowiek, więc i stosowanie się do genetycznych nakazów jest silniejsze. I to bez spisanego katalogu kar.

Podsumowując, należy stwierdzić, że dla ewolucji związki kazirodcze nie są korzystne, gdyż nie prowadzą do zróżnicowania genetycznego w takim stopniu, jak rozmnażanie się z osobnikami niespokrewnionymi. Lecz normy prawne każące miłość rodzeństwa są – moim zdaniem – zbyt radykalne. Nie ma podstaw, by uważać związki kazirodcze za naganne. Nasze oprogramowanie genetyczne dba o to, by ich unikać (zmysł węchu). Ale każdy ma inne oprogramowanie i dla osób ze słabszym wyczuwaniem zapachów, bariera efektu Westermarcka może być „niewyczuwalna”.

Należy też wziąć pod uwagę, że efekt występuje u osób wspólnie dorastających. Życie Edypa, w przypadku literackiego pierwowzoru opisanego przez Sofoklesa, a dla Freuda stanowiącego podstawę do sformułowania kompleksu Edypa, jest  błędnie podawanym przykładem. Edyp nie znał swojej matki w okresie dzieciństwa, gdyż wychowywał się w innej rodzinie. Nie miał zakodowanego wzorca jej zapachu jako aseksualnego. Jokasta, poznana już w życiu dorosłym, była dla niego tak samo atrakcyjna, jak każda inna kobieta. Podobnie Patrick Stuebing i Susan Karolewski, mających czworo dzieci, którzy zostali rozdzieleni w dzieciństwie i podejmując decyzję o małżeństwie, nie wiedzieli, że są rodzeństwem przyrodnim.

Również obawy zdrowotne przed skumulowaniem negatywnych cech dziecka urodzonego z podobnego związku można pominąć. Badania Robina L. Bennetta z University of Washington wykazały, że ryzyko wystąpienia schorzeń u dzieci ze związków kazirodczych jest zbliżone do dzieci urodzonych przez kobiety po czterdziestce (2-3% większe). Również badania mumii faraonów, którzy byli pierwszą dynastią rozmnażającą się w kręgu własnej rodziny, nie wykazały wad fizycznych. Oczywiście, można podać wiele innych przykładów, potwierdzających, że potomstwo ze związków kazirodczych przejmuje negatywne cechy, gdyż prawdopodobieństwo ich wystąpienia rośnie z każdym pokoleniem. Lecz to w dużym stopniu loteria, dodatkowo na starcie obarczona założeniem, że potomstwo posiada wadliwe geny. Poza tym, współczesny rozwój medycyny, pozwala na wcześniejszą informację możliwych zagrożeń chorób genetycznych potomstwa.
Tak więc pozostają jedynie bariery kulturowe i wyznaniowe. A te są mocno utrwalone…. Patrick Stuebing został skazany na 3 lata więzienia, a jego odwołania do sądów niemieckich, jak również Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, zostały odrzucone.

 

Kazirodztwo może być modelowym przykładem do zrozumienia, skąd wzięły się zwyczaje, przekute później w przykazania religijne lub normy prawne. Genetyczne odczuwanie zapachu rodzeństwa jako mało seksualnego, utrwalone w przekazach ustnych, a później spisane, staje się początkiem „systematyzowania” wiedzy, tak pożądanej przez nienasycony odnalezienia zależności mózg. Z czasem tradycja obrasta przysłowiami i kodeksami. I nawet jeżeli przyszłe pokolenia nie znają źródła powstania podobnych norm postępowania, to w większości przypadków są one korzystne dla populacji. Nie mogą być jednak bezkrytycznie przenoszone na inne społeczności, żyjące w odmiennych warunkach klimatycznych czy w inny sposób określających swoje miejsce, jak niegodność mięsa świń.

Z podobną sytuacją mamy do czynienia w odniesieniu do relacji wobec udomowionych zwierząt. Dla jednych psy i koty to milusińscy, równi ludzkim członom rodziny, co innym nie przeszkadza ich zjeść na obiad.

 

 

Zapraszam do księgarni autorskiej

Zapraszam do księgarni autorskiej

Matryca duszy

Klucz do DNA

2012: gniew ojca


 

Podobne wpisy


Słowa kluczowe: , , , ,

Licznik: 735

Prześlij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


 
Share This