Katagoria: Odpryski codzienności, opublikowano 2 lata temu.

I znów wykrakałem…


 

W lipcu zacząłem pracować nad powieścią sensacyjną (z elementami SF) „Śmieciowi ludzie”. Jej akcja dzieje się w 2020 roku, głównie w Nowym Jorku, w czasie gdy trwa prezydencka kampania wyborcza oraz Igrzyska Olimpijskie w Tokio.

I ponownie, jak w przypadku „2012: gniew ojca”, stanąłem przed koniecznością zdecydowania, kto zostanie prezydentem? Wtedy postawiłem na Obamę (w 2007 roku). Tym razem, mimo że to nie wybór moich marzeń, uznałem że wygra Donald Trump. Dzisiejszego ranka okazało się, że miałem rację.

W książce jest kilka scen odnoszących się do jego prezydentury Trumpa (pisałem je w ciemno, nie wiedząc czy nie będę musiał ich zmieniać), dzisiaj chciałbym zacytować jeden, powiązany również z Polską.

 

Wprowadzenie do powieści

Na wykopaliskach w Grecji Ann Laskowski odnajduje szkielet centaura opisanego w Odysei przez Homera. W Nowym Jorku podczas akcji Greenpeace zostaje porwany bezdomny. Na filmie z akcji widać, że z głowy jednego porywacza wyrastały rogi. Terry Mykonos, były wojskowy a obecnie pracownik organizacji charytatywnej Lost in Life zauważa, że nie jest to pierwsze zniknięcie jego podopiecznego. Postanawia przyjrzeć się bliżej tym przypadkom. W nieoficjalnym śledztwie pomagają mu przyjaciele z wojska: miłośniczka pływania Subira oraz informatyk Federico. Do grupy, po powrocie z wykopalisk, dołącza Ann Laskowski.

 

Śmieciowi ludzie – fragment

W końcu nadszedł wyczekiwany koniec tygodnia. Do miejsca cotygodniowych spotkań, nazwanych piątkami wolności, zawsze podrzucał i odbierał ich Kajtek. Spotkania kończyły się późno w nocy i lepiej było nie wracać własnym samochodem czy metrem. Były co prawda miejskie auta autonomiczne  kierujące autem bez udziału kierowcy, lecz w piątkowe wieczory był na nie zbyt duży popyt. Kajtek, ponad sześćdziesięcioletni mężczyzna z nieodzowną, czerwono-białą bandamką na głowie, woził ich już od wielu lat. Wsiadając do taksówki nie musieli mówić gdzie ma jechać, a gdy rozwoził ich upojonych cotygodniowym spotkaniem, wiedział dokąd. Kajtek nie mieszkał w Nowym Jorku na stałe. Od trzydziestu lat przyjeżdżał z Polski na kilka miesięcy, po czym wracał do ojczyzny. W ostatnich latach coraz rzadziej pracował jako taksówkarz i Terry zastanawiał się, kto ich będzie woził, gdy postanowi już przejść na emeryturę.

– Słyszałeś, co ten ryży dureń chce zrobić? – zapytał Terrego ledwo ten wsiadł. Kajtek nie tracił czasu na gry wstępne, a od razu wyrzucał to, co mu leży na wątrobie. – Już nie wystarczy mu mur na granicy z Meksykiem. Teraz planuje utworzyć getta dla muzułmanów.

– Bzdury, to jedynie kampania wyborcza – zaśmiał się Terry. Kajtek był innego zdania.

– Oj, Terry, nie znasz historii faszystowskich Niemiec.

– Zapominasz, że mój ojciec stacjonował w Europie i do wyjazdu na studia mieszkałem w Niemczech – zauważył Terry.

– A tak, rzeczywiście, wspominałeś o tym – przez chwilę jechali w milczeniu, ale Kajtek nie wytrzymał długo i wrócił do tematu: – Ale współczesne Niemcy to nie te sprzed stu lat. A my, Polacy, wiemy o tym najlepiej. I Hitler, i nasz Kaczyński zaczynali od drobiazgów, a później nagle pierdu – i budziłeś się w zniewolonym kraju.

– Ostre porównanie. A nie zapomniałeś o Leninie, Stalinie i wielu innych?

– Stalin czy Hitler – jeden pies im mordę lizał. Może i ostre porównanie, ale ja widzę wiele analogii. Wiedz, że idolem Kaczyńskiego jest Stalin. A w Rosji to była rewolucja, ona zawsze – jak policja – najpierw bije po głowie, a dopiero później pyta kim jesteś. Natomiast Kaczyński właził bezboleśnie w dupę, dla wielu nawet z radosnym mlaskaniem pośladków, i ujawnił prawdziwy cel zmian, dopiero gdy już przenicował ich mózgi. I co teraz mamy… Lepiej nie mówić, już nie chce mi się wracać do kraju. Gdyby nie Juwenia i dzieciaki, zostałbym tutaj na stałe.

– A nie uważasz, że są na świecie więksi dyktatorzy niż Kaczyński?

– Oczywiście, że są. Masz rację. Bez chwili zastanowienia mogę wymienić z dziesięciu – przyznał mu rację Kajtek, jednak od razu dodał: – Ale jestem Polakiem i mój dyktator boli mnie najbardziej. O innych tylko słyszę, a ten dobiera się do mojego tyłka. Trudno w Polsce nie być katolikiem, co nie oznacza, że mamy być państwem wyznaniowym. A kult jednostki nieudolnego prezydenta, który zginął w katastrofie lotniczej, wysłany przez brata do Smoleńska, to rechot historii. Gdy Kaczyński ogłosi go bogiem, Polska zostanie dyktaturą wyznaniową. 3 x K, ale nie to wasze KKK, a Katolickim Komunizmem Kaczyńskiego. Na szczęście jeszcze mu się to nie udało, chociaż wciąż puka do papieskich bram, aby ogłosić brata świętym.

– I co, sądzisz że Trump szykuje nam coś podobnego?

– Terry, zapamiętaj, to nie kampania wyborcza. Obozy dla muzułmanów to nic nowego. Już to zrobiliście w czasie II wojny światowej. Internowano ponad 100 tysięcy Japończyków w obozach Relocation Centers. Dzisiaj nie ma otwartej wojny, ale jest jeszcze gorzej. W USA żyje blisko 6 milionów osób wyznania muzułmańskiego, a każdego z nich można oskarżyć o działalność terrorystyczną. Powiem ci coś: nie wszystkie stany mogą to zrobić, ale to tylko przyczynek do rebelii, wyjścia z unii. Rozpadniecie się i zostanie kadłubkiem imperium, jak Mała Brytfanka, bez Szkocji i Irlandii.

 

Mam nadzieję, że chociaż w odniesieniu do przyszłości Polski się mylę…

PS. Pracuję już nad finałem powieści i za dwa tygodnie książka będzie gotowa.

 
 

Podobne wpisy


Słowa kluczowe: , ,

Licznik: 375

Prześlij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*